poniedziałek, 9 października 2017

a year ago / one year later...

Tak samo jak rok temu, na początku października 
nad Oxford Street wiszą już bożonarodzeniowe ozdoby.

A dziś mija dokładnie rok, gdy podczas naszej krótkiej, 
weekendowej wizyty w Londynie (przesiadałyśmy się 
akurat na stacji metra Green Park - pamiętam dokładnie) 
powiedziałam N., że bardzo chciałabym tutaj trochę pomieszkać...

Przeprowadziłam się niecałe trzy miesiące później.
I tak od ponad dziewięciu miesięcy jestem a Londoner.

My darling London, so good to call you my city.



**ENGLISH**
It's exactly the same as last year. Beginning of October and Christmas decorations are already up above some parts of Oxford Street.

And it's been exactly a year since I told N., during our short three days visit to London, that I'd like to live here, at least for a while... I remember well, we were changing trains at Green Park underground station.

I moved here three months later; 
and it's been over nine months now that I can call myself  a Londoner.

My darling London, so good to call you my city.

piątek, 6 października 2017

One & Only

Przeciągnął, przetargał mnie dzień przez swoje długie trudne godziny.
Pozostawiając zmęczoną za progiem już dawno nadeszłej nocy.
Brakuje sił, by walczyć z kłębiącymi się myślami, 
które przez całe popołudnie nie odstępują na krok.
Nie dają się też utulić do snu.
Zmęczenie, znurzenie, poirytowanie, rozczarowanie, 
zwątpienie i niepewność, lęk i tęsknota.

Zanurzam się więc w te słowa, otulam melodią.
One & Only.


czwartek, 5 października 2017

Hampstead Heath

Bardzo tam jeszcze zielono. Zdziwił mnie intensywny kolor wzgórz. 
Zieleń przetykana już jesiennym złotem, ale wciąż jeszcze mocna, intensywna.
Błękitne niebo wybrukowane ścieżkami płaskich, białych chmur. 
Słońce i zimny wiatr.
Ten widok. 
Serce bijące szybciej.
Chwila do niezapomnienia.
Z miejsca pokochałam Hampstead Heath.


sobota, 30 września 2017

St Clement Danes

Do kościoła St Clement Danes trafiłam przypadkiem, spacerując ulicą Strand. Zainteresowała mnie tablica informująca, że jest to oficjalny kościół RAF-u, angielskich sił powietrznych (albo raczej "królewskich sił powietrznych", oficjalna nazwa brzmi bowiem Royal Air Force). Pierwszy kościół w tym miejscu postawili w IX wieku Duńczycy (stąd w nazwie Danes; zaś St Clement ponieważ na patrona wybrano św Klemensa). Obecna budowla została wybudowana w 1682 roku przez Christophera Wrena, jednego z najwybitniejszych angielskich architektów. W maju 1941 roku kościół został niemalże doszczętnie zniszczony podczas bombardowań niemieckiego Blitzkriegu. Odrestaurowany dopiero w latach pięćdziesiątych, w 1958 stał się oficjalnym kościołem RAF-u.

 













Spacerując po St Clement Danes znalazłam również tablicę w posadzce jednej z naw upamiętniającą polskie dywizjony i lotników biorących udział w Bitwie o Anglię. 
Patrzyłam na nią z patriotycznym wzruszeniem.


Udział polskich lotników w Bitwie o Anglię chyba wciąż nie jest dostatecznie doceniany. Poczatkowo Polacy nie byli dopuszczani do zadań bojowych. Trochę przypadkowo, swoją nieposkromioną, instynktowną brawurą jednak przekonali do siebie nieufnych Anglików. Jak opisuje  Krystyna Kaplan w "Londynie po polsku" [Śwat Książki, Warszawa 2006]:
30 sieronia [1940 roku] podczas lotu treningowego Ludwik Paszkiewicz z Dywizjonu 303 zauważył maszyny wroga, zameldował o tym przez radio i nie otrzymawszy odpowiedzi ruszył do ataku. Pojedynke zakończył się zwycięstwem Polaków, które zadecydowało, że Dywizjon 303 został przeniesiony do zadań bojowych następnego dnia. Po wylądowaniu Paszkiewicz, doskonały brydżysta i tancerz, dostał i naganę, i pochwałę. [s. 28]











wtorek, 19 września 2017

usque ad finem

Gdzie cię poniosło! 
Zażartowała Mama, gdy wchodziliśmy na halę odlotów.

Teraz jestem tutaj.

Wciąż nie wiem, gdzie jeszcze poniesie w przyszłości.
Może jednak będziemy mieszkać w jednym mieście.
Może latać do siebie w godzinę i czterdzieści minut.
A może dzwonić do siebie przez ocean i różnice czasu?...
Nie wiem. Na razie jestem tutaj.


Na pewno jedno się nie zmieniło.
Tak samo, jak w styczniu, pomimo
 tych wszystkich ostatnich miesięcy.
No matter what 
- You are great God.
I tak niech zostanie.
Usque ad finem.

Fly on... fly on...

Lecz rozradują się wszyscy, którzy Tobie [Boże] ufają...
Psalm 5:12


wtorek, 5 września 2017

autumn leaves

O ile sobota jeszcze sprawiała wrażenie trwającego lata, o tyle niedziela nie pozostawiła już żadnych złudzeń. Do Londynu zawitała jesień. Zaciągnęła niebo chmurami raz po raz skrapiając miasto deszczem. Rzuciła na chodniki brązowe, opadłe liście. 
Spacerowałam rozkoszując się ich cudowną, szeleszczącą pod stopami muzyką i tańczącym z liśćmi wiatrem; upajającym zapachem jesieni w powietrzu. Uwielbiam!
Myślałam o tym, ile spokoju pojawia się w życiu, gdy człowiek nauczy się akceptować różne jego sezony. Takimi, jakimi są. Bez marudzenia i narzekania. Z wdzięcznością i dziękczynną modlitwą. Bo przycież wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę. Prawda Eklezjasto?


czwartek, 31 sierpnia 2017

Harrods & hats

Spacerując dziś po Kensington i Knightsbridge, przechodziłam obok Harrodsa. Weszłam na chwilę do tej świątyni konsumpcji i luksusu, ot pozwiedzać sobie troszkę. I przepadłam. Absolutnie skradło moje serce stoisko z... kapeluszami! Ogromnie żałowałam, że każdy z nich kosztował małą fortunę. Najchętniej wzięłabym wszystkie. Albo przynajmniej połowę z nich.




Czasami żałuję, że nie urodziłam się w czasach, gdy bycie lady było najzwyczajniejszą, zrozumiałą samą przez się, rzeczą pod słońcem... I pomyśleć, że jeszcze wcale nie tak dawno temu wyjście z domu bez kapelusza uchodziło niemalże za nieprzyzwoite, a co najmniej nieeleganckie.


środa, 30 sierpnia 2017

good to call you my city

Pomyślałam tak sobie, gdy tamtego wieczoru jechałam autobusem z lotniska. 
I nazajutrz spacerując nad Tamizą. Tego dnia, gdy Big Ben zamilkł na cztery lata.
Z powodu remontu. Będzie mi brakować jego bicia.
(Że też muszą robić renowacje akurat teraz gdy tu mieszkam!)


My darling London, dobrze nazywać cię moim miastem.