wtorek, 19 września 2017

usque ad finem

Gdzie cię poniosło! 
Zażartowała Mama, gdy wchodziliśmy na halę odlotów.

Teraz jestem tutaj.

Wciąż nie wiem, gdzie jeszcze poniesie w przyszłości.
Może jednak będziemy mieszkać w jednym mieście.
Może latać do siebie w godzinę i czterdzieści minut.
A może dzwonić do siebie przez ocean i różnice czasu?...
Nie wiem. Na razie jestem tutaj.


Na pewno jedno się nie zmieniło.
Tak samo, jak w styczniu, pomimo
 tych wszystkich ostatnich miesięcy.
No matter what 
- You are great God.
I tak niech zostanie.
Usque ad finem.

Fly on... fly on...

Lecz rozradują się wszyscy, którzy Tobie [Boże] ufają...
Psalm 5:12


wtorek, 5 września 2017

autumn leaves

O ile sobota jeszcze sprawiała wrażenie trwającego lata, o tyle niedziela nie pozostawiła już żadnych złudzeń. Do Londynu zawitała jesień. Zaciągnęła niebo chmurami raz po raz skrapiając miasto deszczem. Rzuciła na chodniki brązowe, opadłe liście. 
Spacerowałam rozkoszując się ich cudowną, szeleszczącą pod stopami muzyką i tańczącym z liśćmi wiatrem; upajającym zapachem jesieni w powietrzu. Uwielbiam!
Myślałam o tym, ile spokoju pojawia się w życiu, gdy człowiek nauczy się akceptować różne jego sezony. Takimi, jakimi są. Bez marudzenia i narzekania. Z wdzięcznością i dziękczynną modlitwą. Bo przycież wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę. Prawda Eklezjasto?


czwartek, 31 sierpnia 2017

Harrods & hats

Spacerując dziś po Kensington i Knightsbridge, przechodziłam obok Harrodsa. Weszłam na chwilę do tej świątyni konsumpcji i luksusu, ot pozwiedzać sobie troszkę. I przepadłam. Absolutnie skradło moje serce stoisko z... kapeluszami! Ogromnie żałowałam, że każdy z nich kosztował małą fortunę. Najchętniej wzięłabym wszystkie. Albo przynajmniej połowę z nich.




Czasami żałuję, że nie urodziłam się w czasach, gdy bycie lady było najzwyczajniejszą, zrozumiałą samą przez się, rzeczą pod słońcem... I pomyśleć, że jeszcze wcale nie tak dawno temu wyjście z domu bez kapelusza uchodziło niemalże za nieprzyzwoite, a co najmniej nieeleganckie.


środa, 30 sierpnia 2017

good to call you my city

Pomyślałam tak sobie, gdy tamtego wieczoru jechałam autobusem z lotniska. 
I nazajutrz spacerując nad Tamizą. Tego dnia, gdy Big Ben zamilkł na cztery lata.
Z powodu remontu. Będzie mi brakować jego bicia.
(Że też muszą robić renowacje akurat teraz gdy tu mieszkam!)


My darling London, dobrze nazywać cię moim miastem. 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem...

...i złotym sierpniowym słońcem...


Zdjęcia mogą oddać kształty i krajobrazy
- czasem nawet kolory -
ale jak uwiecznić zapach skosznej trawy,
wieczorny koncert świerszczy,
powiewy rześkiego wiatru w upalny dzień,
zapach suszonych grzybów,
smak szarlotki, jabłecznika z rumem 
i ogórków małosolnych?




 
Jak opisać ten złoty kolor zielonych koron drzew
i błękitno-purpurową mgiełkę unoszącą się o zmierzchu
nad ciemniejącym zarysem gór;
przyjemność wieczornego powietrza 
i porannego chłodu;
blask księżyca w pełni
i szelest skrzydeł przelatującego nietoperza?




Tęsknoty i marzenia,
wspomnienia i oczekiwania
nanizane na koraliki kolejnych
szybko umykających dni.
O czymże dumać? 


 

Polskie wakacje.
Choć naprawdę długie
i tak mijają zbyt szybko.

 

wtorek, 18 lipca 2017

My darling London

Skłamałabym pisząc, że ostatnie pół roku było łatwe.
Zawsze jednak ogromnym pocieszeniem był 
my darling London.
Miasto moich zachwytów i zmagań.
Tak bardzo wdzięczna, że mogę tu być. 
Pomimo wszystko.




 




 

 





piątek, 14 lipca 2017

Anne Hathaway's Cottage

Anne Hathaway's Cottage to uroczy wiejski domek otoczony ogrodami, sadem i lasem. Znajduje się około mili od centrum Stratford-upon-Avon, w Shottery, które w czasach Tudorów funkcjonowało jako wieś, dziś zaś jest już częścią miasta. W tej uroczej posiadłości wychowała się Anne Hathaway, która jako dwudziestosześciolatka poślubiła zaledwie osiemnastoletniego Wiliama Szekspira.