wtorek, 14 lutego 2017

Polski Londyn

Gdy moja znajoma wyjechała jako misjonarka do Afryki, po raz pierwszy zadałam sobie pytanie, co tak naprawdę znaczy fakt, że jestem Europejką. Tutaj, w Londynie, zaczęłam zastanawiać się nad tym, co tak naprawdę znaczy fakt, że jestem Polką. Miejsce, które odwiedziłam w zeszłym tygodniu, sprzyjało takim rozmyślaniom.


Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego znajdujący się w dzielnicy South Kensington (pięć minut piechotą od Science Museum) poświęcone są głównie pamięci Wojska Polskiego, pełne licznych pamiątek, o których więcej poniżej. Z historią Instytutu i Muzeum można zapoznać się tutaj.


Początki Instytutu wiążą się z przekazaniem przez generałową Helenę Sikorską pamiątek po mężu. Poniżej biurko generała. W zbiorach Muzeum znajduje się także mundur, który Władysław Sikorski miał na sobie w chwili katastrofy. 




Pamiątki po polskich lotnikach służących w RAFie.



Sala poświęcona m.in. generałowi Andersowi.





Gablotka z pamiątkami po Edwardzie Raczyńskim - Ambasadorze RP w Londynie (1934-1945),
a później Prezydencie RP na uchodźctwie (1979-1986).



Poniższy dokument zawiera pamiątkę po osobie, może nie bezpośrednio związanej z polskim wojskiem, ale...


...to, proszę Państwa, podpis Napoleona.


Głos wieszcza, czyli...
Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie...





Husaria... 




W 1939 roku jeden z polskich statków wojennych schronił się w Tallinie, który teoretycznie był portem neutralnym. W praktyce jednak nie był, Polakom odebrano wszystkie dokumenty i mapy, a więc de facto uwięziono ich w porcie. Cóż, Polacy jednak nie poddają się tak szybko. Jeden z oficerów z pamięci odtworzył i narysował mapę Morza Bałtyckiego i Północnego, okręt wymknął się z portu i bezpiecznie dotarł do Szkocji (przez te wszystkie duńskie cieśniny, blisko Rzeszy, w czasie wojny!). Przypomina mi to historie opisane przez Arkadego Fiedlera w książce „Dziękuję ci, kapitanie” o tym, jak alianckie statki po upadku Francji w 1940 roku zostały uwięzione w portach francuskich kolonii w Afryce Zachodniej. Ku ogromnemu zdumieniu Brytyjczyków, w przeciągu kilku dni chyba siedem czy osiem polskich statków wymknęło się z tych pilnie strzeżonych przecież portów, w których nadal tkwiły inne unieruchomione statki alianckie… Faktycznie, my Polacy możemy się chyba poszczycić fantazją, odwagą i brawurą, szkoda tylko, że brakuje nam zdyscyplinowania i paru innych cech, które na pewno by się nam przydały.
Poniżej wspomniana mapa (niestety niezbyt dobrze widoczna).



Flaga spod Monte Cassino.
Ta, która zatrzepotała na ruinach klasztoru po zdobyciu wzgórza.
Nosząca jeszcze tamten bitewny pył, bo nieprana od 1944 roku.


Muzeum w swoich zbiorach posiada kilkadziesiąt sztandarów.


Powstańczy list z 1944 roku.










Wojtek nie był jedynym niedźwiedziem towarzyszącym polskim oddziałom. Prawdopodobnie jednak był jedynym, który uzyskał status żołnierza. Gdy przygotowywano się do desantu we Włoszech, padł rozkaz, że wszystkie zwierzęta-maskotki mają pozostać w Afryce Północnej. Żołnierze z 2 Korpusu Polskiego oświadczyli, że nie będą mogli dobrze bić się bez Wojtka. Niedźwiedziowi przyznano stopień kaprala. Brał udział w bitwie pod Monte Cassino.


Zwierzęta-maskotki z pewnością ubarwiały i rozweselały twardą żołnierską codzienność, ale bywały też kłopotliwe. W transporcie, na przykład. Cóż... i z tym jakoś sobie radzono... :)



Instytut Polski i Muzeum im. gen. Sikorskiego
20 Prince’s Gate, London SW7 1PT


sobota, 11 lutego 2017

Science Museum



Exhibition Road w dzielnicy South Kensington nie bez kozery nosi taką nazwę (exhibition czyli "wystawa"). W bliskim sąsiedztwie znajdują się trzy z największych i najsłynniejszych londyńskich muzeów: Victoria & Albert Museum, Natural History Museum oraz Science Museum. Dziś zapraszam do tego ostatniego - Muzeum Nauki.


W ogromnym, kilkupiętrowym gmachu przygotowano kilka tematycznych wystaw. Dotyczą one między innymi odkrywania kosmosu, wynalazków współczesnego świata techniki, komunikacji i mediów oraz matematyki i medycyny.










Oglądając te piękne samochody, pomyślałam sobie, że koniecznie muszę też odwiedzić londyńskie Muzeum Transportu.


To ja poproszę któryś z poniższych...



Skrzyżowanie żaby z samochodem, czyli motoryzacja w wersji mini :)





Telegraf zmienił wiele w życiu ludzi. W przypadku pewnej pary - ich... stan cywilny. Gdy ojciec dziewczyny, bogaty przedsiębiorca z Bostonu, nie darząc sympatią jej narzeczonego wysłał go do Anglii, para wykorzystała postój młodzieńca w Nowym Jorku i złożyła sobie przysięgę małżeńską za pomocą telegrafu!







Od kilku lat w Science Museum można też podziwiać wystawę poświęconą londyńskim zegarmistrzom.

  





Po wyjściu z muzeum miałam jeszcze piękny, wieczorny spacer na przystanek.




Po drodze zajrzałam jeszcze do Brompton Oratory, robiącej wrażenie, neoklasycystycznej, drugiej co do wielkości świątyni katolickiej w Londynie.


A później, naprzeciw pięknie oświetlonego Harrodsa, wsiadłam do autobusu i zatłoczoną Brompton Road ruszyłam w podróż powrotną do domu.