A birthday is 'just the first day of another 365-day journey around the Sun'. I'm gonna enjoy the trip :) Napisałam rok temu. Miesiące mijają tak szybko. Słońce już okrążone, a ja dodaję sobie kolejny rok. I did enjoy the trip. I znów... Po prostu o rok mądrzejsza. O jeden rok pięknych wspomnień i cennych doświadczeń bogatsza. Z tą nową sztuką bagażu wyruszam w dalszą podróż. O kolejnych 365 dni szczęśliwsza, o kolejnych 365 dni bliżej Nieba. To był cudowny rok. Tak bardzo jestem wdzięczna, tak bardzo Ci, wspaniały Boże, dziękuję!
Lubię na kartkach starych brulionów, spotykać siebie z dawnych lat.
Siebie wczorajszą, dziwnie obcą osobę dla tej dzisiejszej mnie.
Mimo wielu różnic między nami,
m.in. dzielącej nas różnicy wieku,
lubię tamtą dziewczynę.
Bez niej nie byłoby tej kobiety, którą jestem dzisiaj.
W jednym z brulionów trafiam na następujące zdanie: Chciałabym być o sześć lat starsza...
Napisane pod datą z 2009 roku.
Mija chwila, zanim uświadamiam sobie,
że w momencie, gdy to czytam, jest rok 2015.
Minęło sześć lat.
Spełniło się.
Szybciej niż sądziłam.
Jestem o sześć lat starsza.
Jak wtedy wyobrażałam sobie siebie za sześć lat?
Jaką kobietą chciałam być?
Muszę zgodzić się z moją przyjaciółką
- rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
Owszem, niektóre rzeczy wyobrażałam sobie nieco inaczej.
Ale wtedy też nie miałam jeszcze pojęcia
o pełni radości,
o pokoju,
o szczęściu,
które są w Jezusie Chrystusie.
Niby już wtedy wierzyłam,
ale tamta wiara nie potrafiła jeszcze
stawiać kroków na spienionych falach.
Wtedy jeszcze nie było w ogóle Eshet Chayil,
tej zachwycającej wizji,
tej cudownej podróży,
w której co dzień bliżej nieba.
Wtedy jeszcze życie nie było takie piękne.
A dziś?
Nie zamieniłabym siebie na nikogo innego.
Co bynajmniej nie oznacza,
że już bym niczego w sobie nie zmieniała.
Wprost przeciwnie.
Dziękuję jednak Bogu, za to, kim jestem dzięki Jego łasce.
Za to, kim mogę się w Nim stawać.
Zaskoczona Radością.
Zachwycona Pięknem.
Oczarowana Tajemnicą.
Spełniona w nieustającym Mehrweh. Nie było nigdy szczęśliwszej kobiety...
...niż ta, która swoje szczęście odnalazła w Chrystusie.
czerwiec zaczął mi przynosić wyjątkowy prezent urodzinowy
- długo wyczekiwane, upragnione wakacje.
Poza tym zawsze przynosi też z sobą słońce, lato, truskawki i lody.
To on również definitywnie wypakowuje z pudeł i walizek
letnie zwiewne sukienki, sandałki i kapelusze.
Jak więc go nie lubić?
(Na jego wady w postaci zaliczeń, egzaminów, stresów i upałów przymykam oczy,
miłość przecież kocha pomimo wszystko, a nie tylko za coś).
Ostatnie dni tak piękne, czerwcowe,
o smaku prawdziwych truskawek,
przesycone ciepłym błękitem nieba,
pełne zarówno pracy jak i przyjemności.
Piękna codzienność i podróże,
jedna do krainy wspomnień,
z biletem w postaci starych zdjęć.
Dni pełne zachwytów i radości,
ale również i trudniejszych chwil,
którym trzeba stawić czoła.
Dni budzące się ze snu
porannym gruchaniem gołębi,
kiedy pierwsze promienie słońca
starają się zajrzeć do pokoju
przez biel muślinowych firanek.
Uśmiecham się do nich, do nowego dnia,
do siebie i Nieba,
i myślę sobie,
że życie jest takie piękne! Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć Świętemu śpiewaj pieśń. Z mocą wywyższaj go, duszo ma! Uwielbiam Boże Cię... Nowy dzień wraz ze wschodem słońca, Znów nadszedł czas, by Ci śpiewać pieśń. Cokolwiek jest już za mną i to wszystko, co przede mną. Wiem, będę śpiewać, gdy nadejdzie zmrok. (...) Ze względu na Twą dobroć, będę śpiewać Tobie pieśni, Wiele powodów, by uwielbiać Cię... Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć!
Miarą talentu poety niekoniecznie jest to,
czy jego dzieło przypadło czytelnikowi do gustu,
czy się dobrze czytało, czy się podobało.
Miarą talentu poety są słowa, które wracają.
Słowa, których nie sposób zapomnieć.
Choć pełna podziwu dla jego dorobku artystycznego, zawsze sądziłam, że z jego poezją mi raczej nie po drodze na ścieżkach zrozumienia i lirycznej wrażliwości. Do czasu.
Do czasu, aż zdarzyło mi się usłyszeć ją płaczącą w nocy, choć nie jej płacz go zbudził... Powracające echo tych słów i łez.
Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził Ani jedynej
"Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził.
Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim.
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.
I półprzytomny wstyd, że ona tak się trudzi,
to, co tłumione czyniąc podwójnie tłumionym
przez to, że w nocy płacze. Nie jej płacz go zbudził:
ile więc było wcześniej nocy, gdy nie zwrócił
uwagi – gdy skrzyp drewna, trzepiąca o komin
gałąź, wiatr, dygot szyby związek z prawdą ludzi
negowały staranniej: ich szmer gasł, nim wrzucił
do skrzynki bezsenności rzeczowy anonim:
"Płakała w nocy, chociaż nie jej płacz cię zbudził"?
Na wyciągnięcie ręki – ci dotkliwie drudzy,
niedotykalnie drodzy ze swoim "Śpij, pomiń
snem tę wilgoć poduszki, nocne prawo ludzi".
I nie wyciągnął ręki. Zakłóciłby, zbrudził
toporniejszą tkliwością jej tkliwość: "Zapomnij.
Płakałam w nocy, ale nie mój płacz cię zbudził,
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi."