Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imponderabilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imponderabilia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2018

fifth anniversary

Trudno mi uwierzyć, że minęło już pięć lat od założenia tego bloga.
English I can't believe it's been five years since I started this blog.


niedziela, 19 sierpnia 2018

Brussels | Belgium

Po Amsterdamie była Bruksela. Piękne miasto, chociaż zachywciło mnie dopiero po chwili, nie od pierwszego wejrzenia. 
Na Grand Place myślałam o starej, bogatej Europie, tej, która kiedyś "poszła na wojnę i już z niej nie wróciła", jak ciekawie ujął to autor jakiegoś artykułu o I wojnie światowej. Na Place Royale wróciły wiedeńskie wspomnienia. Zachwycił kościół Église Notre-Dame du Sablon. A także nasze piękne, ciekawe mieszkanie, w którym zamieszkaliśmy na tych kilka dni.
Błądząc uliczkami Brukseli nie mogłam nie myśleć o jądrze ciemności, bo to przecież tutaj Joseph Conrad - a później i jego Marlow - załatwiał wyjazd do belgijskiego Konga. Myślałam też o Elisabeth Elliot (née Howard) oraz Audrey Hepburn, które w tym właśnie mieście przyszły na świat.
Polubiłam Brukselę. Już cieszę się na wrześniowy powrót.

English After Amsterdam there was Brussels. A beautiful city, although it charmed me after a while, not at the first sight.
While at Grand Place, I was thinking about the old wealthy Europe which once 'went to the war and never came back', as one journalist interestingly put it in an article about the Great War. At Place Royale there were memories from Vienna that came back to me. I liked imposing Église Notre-Dame du Sablon. And I liked our beautiful apartment we were staying in for those few days too.
As I was wandering the streets of Brussels I could not help thinking about heart of darkness, because it was here where Joseph Conrad - and later his Marlow as well - had his journey to Congo settled. I was thinking about Elisabeth Elliot (née Howard) and Audrey Hepburn too, as they both were born in the city.
I liked Brussels. I'm looking forward to visiting it again in September.





































 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

possessions

People never know how many possessions they've got until they need to pack 'em.

Rok i trzy miesiące temu przyjechałam do Londynu z dwiema walizkami. Jedną dużą, drugą małą.
Po piętnastu miesiącach, podczas przeprowadzki, walizek, pudeł i toreb było więcej. Sporo więcej.



Wtedy w grudniu, oprócz szczoteczki do zębów, koszuli nocnej, laptopa i mojej Biblii, zapakowałam do walizki również trzy książki i tomik poezji - Słonimski oraz C.S.Lewis i dwa razy Kapuściński, których dostałam w prezencie bożonarodzeniowym i stwierdziłam, że miło mi będzie wyjeżdżać w ich towarzystwie. Teraz wyprowadzając się musiałam tych kilkadziesiąt książek, które tak zdumiewająco się rozmnożyły - przez pączkowanie chyba i absolutnie bez mojej wiedzy! -  zapakować do kilku toreb i dwóch plecaków. Podczas pakowania chodziło za mną zdanie zasłyszane kilka lat temu w pewnym reportażu: Człowiek jest zniewolony przez to, co posiada. 



I jeszcze słowa Drovera powracające jak australijski bumerang, odbijające się echem w labiryncie umysłu: Most people like to own things. You know.. land, luggage, other people. Makes them feel secure. But all that can be taken away.  And in the end, the only thing you really own is your story. Just trying to live a good one.

I oczywiście jeszcze Barańczak. A także plain living, high thinking...


Just trying to live a good one...

*Wszystkie zdjęcia w niniejszym poście pochodzą z filmy "Australia", źródło: Internet.