czwartek, 30 stycznia 2014

Biało-błękitne

W gronie znajomych. Ktoś wspomniał tytuł filmu. „Oglądałam go!” wykrzykuje jedna z dziewcząt. „Miał świetną autodeskrypcję” – dodaje. Dopiero wtedy dociera do mnie znaczenie tych słów. Ona  o g l ą d a ł a  ten fim. Z autodeskrypcją. Oglądała. Oczyma biało-błękitnymi, które nie widzą.

Jakiś dreszcz przebiega przez plecy, a smutek wsącza się w umysł. Nagle całkiem zwyczajne oglądanie filmów przestaje być takie całkiem zwyczajne. Oczywiste...

W pogoni za normalnością. Bo dlaczego nie tak jak inni? Czy ciemność musi być cały czas tą zasłoną, barierą? Tą barierą, którą tak naprawdę jest. Nawet w ciemności można prowadzić normalne życie. Normalne życie, w którym film jest utworem muzycznym. Z dobrą autodeskrypcją, która omawia obrazy spowite milczeniem. Obrazy, których w tym oglądaniu brakuje.


Smutek. I wdzięczność. Za to moje zwyczajne życie, w którym film to połączenie dźwięku i obrazu. Za niekonieczność autodeskrypcji. I za oczy moje. Brązowe. Widzące.

1 komentarz:

  1. Poruszające przemyślenie. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń