wtorek, 3 lutego 2015

Dni

O those busy, happy, hard, wonderful days!...

Niesamowite, niezwykłe
tak zwyczajne przecież.
Pełne zdarzeń i wrażeń,
chociaż przecież tak naprawdę
niby nie dzieje się nic.

I tylko żal, że nie mogę ich zatrzymać.
Uchwycić w kadrach obrazów i słów,
zarejestrować tych subtelnych odczuć i emocji.
Żal, że tak szybko odchodzą w niepamięć.
Te chwile, zwyczajne dni, impresje...
Na Krupniczej padał drobny śnieg.
Jasno świecił o dwudziestej pierwszej dwadzieścia pięć
zegar na wieży na rogu Długiej i Basztowej.
Tramwaj staruszek, co podjechał skrzypiąc na szynach.
Passus, który rozbawił i ten, który dał do myślenia.
Melodie i wiersze, które wracają.
Białe poranki, słoneczne popołudnia, gwiaździste noce.
Pejzaż zimową porą wrześniowy.
Uśmiechy i wzruszenia.
Dni, które mijają zbyt szybko i za krótkie noce.
Przechadzki, podczas których to uliczki same wyznaczają trasę,
kiedy idąc nie wiem gdzie skręcę, co spotkam i zobaczę...
Kraków z dala od tłumów, w godzinach i porach nieturystycznych.
Spakowana walizka i kupiony bilet.
Spotkania, rozmowy, a także milczenia.
Słodko-gorzkie, jak to w życiu bywa.

Skoro zatrzymać nie mogę,
chwytam momenty i chwile,
by przeżyć je w pełni.
Zachwycić się, wzruszyć, podziękować, przeżyć.

Czekając na dni, których jeszcze nie znamy
 – doceniać te, które są.

Praise the Lord o my soul...
...thank Him for these busy, happy, hard, wonderful days...


1 komentarz: