Kwiaty, które przynosi mi mała A. wpinam we włosy.
Trzy bardzo intensywne dni i rozmowy do trzeciej w nocy.
Poczucie szczęścia pomimo zmęczenia.
A na zakończenie weekendu bardzo ciche, pogrążone w zmroku miasto.
Blask latarń odbijający się w ciemnej wodzie kanału.
I te słowa...
"Spałem i śniłem, że życie jest radością.
Obudziłem się
i zobaczyłem, że życie jest służbą.
Zacząłem służyć i zobaczyłem, że służba
jest szczęściem."
"This
desire for ‘something beyond’ does not empty the real world,
but actually gives
it new depths."* "We not only feel the reality but also the absence of what we long for. We want something that nothing in this world can fulfill."** "If we find ourselves with a desire that nothing in this world can satisfy, the most probable explanation is that we were made for another world."***
Wrzesień kocham za jego wrześniowość.
Kiedy dni robią się chłodniejsze i krótsze.
Kiedy wyciąga się ciepłe pledy, koce i miękkie swetry.
Kiedy częściej z kubków paruje gorąca herbata.
Kiedy dom jest tak bardzo domowy.
Kocham wrzesień za jego spokój.
Od paru bowiem lat jest to miesiąc odpoczynku
po lipcowo-sierpniowych wojażach.
Kocham wrzesień za jego przytulność i domowość,
bo właśnie w tym miesiącu najbardziej rozkoszuję się domem.
Kiedy tak cudownie smakuje poranna herbata
pita niespiesznie z białego kubka w czarne koty.
Kiedy czas płynie spokojniej, choć niekoniecznie wolniej.
Kiedy ranki i przedpołudnia mam tylko dla siebie,
tylko dla siebie dom i ciszę,
a jakże cudowna może być samotność,
gdy ma się na kogo czekać.
Kiedy mogę pójść do kuchni i upiec muffinki
ot tak, gdy przyjdzie mi na to ochota,
by umilić powrót tym, którzy wrócą po długim dniu pracy.
Kiedy od kilku już lat wraca pewna jesienna - dla mnie - melodia
czyli Love Story Meets Viva la Vida.
Kocham wrzesień za jego wrześniowość.
Czy trzeba pisać coś więcej? To przecież wszystko wyjaśnia.
I chociaż w planach jeszcze jedna podróż i trochę pracy do zrobienia,
dzisiaj rozkoszuję się po prostu tym czasem wrześniowym,
który jest mój.