czwartek, 25 czerwca 2015

Waltz No. 2

Wiruje czerwiec w rytmie walca,
bez przerwy, bez tchu,
raz-dwa-trzy... raz-dwa-trzy...
bo zaraz wybije dwunasta i jego bal się skończy.

Tymczasem wiolinowe klucze tygodni
porządkują niesforne nuty dni
w kolejnych wierszach pięciolinii życia.
Wiruje czerwiec,
wiruje walc,
wiruję i ja.




niedziela, 21 czerwca 2015

podróż ukończona

A birthday is 'just the first day of another 365-day journey around the Sun'.
I'm gonna enjoy the trip :)
Napisałam rok temu.
Miesiące mijają tak szybko.
Słońce już okrążone,
a ja dodaję sobie kolejny rok.

I did enjoy the trip.
I znów...
Po prostu o rok mądrzejsza.
O jeden rok pięknych wspomnień i cennych doświadczeń bogatsza.
Z tą nową sztuką bagażu wyruszam w dalszą podróż.


O kolejnych 365 dni szczęśliwsza,
o kolejnych 365 dni bliżej Nieba.
To był cudowny rok.
Tak bardzo jestem wdzięczna, tak bardzo Ci, wspaniały Boże, dziękuję!


Waking up knowing there's a reason
All my dreams come alive
Life is for living with You
I've made my decision
You lift me up, fill my eyes with wonder
(...) No moment is wasted
You lead the way, God You're right beside me
In Your love I'm complete
There's nothing like living with You
This life You created I choose

This is living now
You take me higher than I've been before
It's Your perfect love that sees me soar
God your freedom is an open door
You are everything I want and more

***
Grace that flows like a river
Washing over me
Fount of Heaven, love of Christ
Overflow in me

Thank You Jesus
You set me free
Christ my Savior
You rescued me

Take this life delivered
A vessel of Your love
Wholly now devoted
To see Your kingdom come

You've given me life
You've opened my eyes
I love You Lord
You've entered my heart
You've set me apart
I love You Lord


środa, 17 czerwca 2015

Gute Nacht

Kraków w złotych promieniach przed-zmierzchu.
Sześćdziesiąt sekund zachwytu na minutę piękna.
Tak zwyczajnie...



Gute Nacht... 
...w przededniu lata śpiewa pan Dietrich Fischer-Dieskau do muzyki Schuberta...

Die Liebe liebt das Wandern – 
Gott hat sie so gemacht – 
Von einem zu dem andern. 
Fein Liebchen, gute Nacht!

Will dich im Traum nicht stören, 
Wär schad' um deine Ruh'. 
Sollst meinen Tritt nicht hören – 
Sacht, sacht die Türe zu! 
Schreib im Vorübergehen 
Ans Tor dir: Gute Nacht, 
Damit du mögest sehen, 
An dich hab' ich gedacht...

wtorek, 9 czerwca 2015

Z pamiętnika szczęśliwej kobiety...

Lubię na kartkach starych brulionów, spotykać siebie z dawnych lat.
Siebie wczorajszą, dziwnie obcą osobę dla tej dzisiejszej mnie.
Mimo wielu różnic między nami,
m.in. dzielącej nas różnicy wieku,
lubię tamtą dziewczynę.
Bez niej nie byłoby tej kobiety, którą jestem dzisiaj.

W jednym z brulionów trafiam na następujące zdanie:
Chciałabym być o sześć lat starsza...
Napisane pod datą z 2009 roku.
Mija chwila, zanim uświadamiam sobie,
że w momencie, gdy to czytam, jest rok 2015.
Minęło sześć lat.
Spełniło się.
Szybciej niż sądziłam.
Jestem o sześć lat starsza.

Jak wtedy wyobrażałam sobie siebie za sześć lat?
Jaką kobietą chciałam być?

Muszę zgodzić się z moją przyjaciółką
- rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
Owszem, niektóre rzeczy wyobrażałam sobie nieco inaczej.
Ale wtedy też nie miałam jeszcze pojęcia
o pełni radości,
o pokoju,
o szczęściu,
które są w Jezusie Chrystusie.
Niby już wtedy wierzyłam,
ale tamta wiara nie potrafiła jeszcze
stawiać kroków na spienionych falach.

Wtedy jeszcze nie było w ogóle Eshet Chayil,
tej zachwycającej wizji,
tej cudownej podróży,
w której co dzień bliżej nieba.
Wtedy jeszcze życie nie było takie piękne.

A dziś?
Nie zamieniłabym siebie na nikogo innego.
Co bynajmniej nie oznacza,
że już bym niczego w sobie nie zmieniała.
Wprost przeciwnie.
Dziękuję jednak Bogu, za to, kim jestem dzięki Jego łasce.
Za to, kim mogę się w Nim stawać.

Zaskoczona Radością.
Zachwycona Pięknem.
Oczarowana Tajemnicą.
Spełniona w nieustającym Mehrweh.

Nie było nigdy szczęśliwszej kobiety...
...niż ta, która swoje szczęście odnalazła w Chrystusie.

czwartek, 4 czerwca 2015

Czerwcowe dni

Dni czerwcowe,
truskawkowe,
słoneczne i domowe.

Do czerwca żywię sentyment bardzo osobisty. 
Ten bowiem właśnie piękny miesiąc 
powitał mnie kiedyś na świecie 
w najdłuższy dzień pewnego roku, 
gdzieś pomiędzy wiosną a latem. 
Odkąd zaś rozpoczęłam edukację, 
czerwiec zaczął mi przynosić wyjątkowy prezent urodzinowy 
- długo wyczekiwane, upragnione wakacje. 
Poza tym zawsze przynosi też z sobą słońce, lato, truskawki i lody. 
To on również definitywnie wypakowuje z pudeł i walizek 
letnie zwiewne sukienki, sandałki i kapelusze. 
Jak więc go nie lubić? 
(Na jego wady w postaci zaliczeń, egzaminów, stresów i upałów przymykam oczy, 
miłość przecież kocha pomimo wszystko, a nie tylko za coś).

Ostatnie dni tak piękne, czerwcowe,
o smaku prawdziwych truskawek,
przesycone ciepłym błękitem nieba,
pełne zarówno pracy jak i przyjemności.
Piękna codzienność i podróże,
jedna do krainy wspomnień,
z biletem w postaci starych zdjęć.
Dni pełne zachwytów i radości,
ale również i trudniejszych chwil,
którym trzeba stawić czoła.
Dni budzące się ze snu
porannym gruchaniem gołębi,
kiedy pierwsze promienie słońca
starają się zajrzeć do pokoju
przez biel muślinowych firanek.
Uśmiecham się do nich, do nowego dnia,
do siebie i Nieba,
i myślę sobie,
że życie jest takie piękne!

Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć
Świętemu śpiewaj pieśń.
Z mocą wywyższaj go, duszo ma!  
Uwielbiam Boże Cię...
Nowy dzień wraz ze wschodem słońca,                
Znów nadszedł czas, by Ci śpiewać pieśń.         
Cokolwiek jest już za mną i to wszystko, co przede mną.       
Wiem, będę śpiewać, gdy nadejdzie zmrok. (...)
Ze względu na Twą dobroć, będę śpiewać Tobie pieśni,
Wiele powodów, by uwielbiać Cię...
Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć!






 I ta niezwykła prawda
- cudowne, choć paradoksalne odkrycie -
że im więcej myśli się o Niebie, 
tym łatwiej radzić sobie z Ziemią.



...my soul will sing Your praise unending
Ten thousand years and then forever more.
Bless the Lord, o my soul!...



wtorek, 2 czerwca 2015

"Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził..."

Miarą talentu poety niekoniecznie jest to,
czy jego dzieło przypadło czytelnikowi do gustu,
czy się dobrze czytało, czy się podobało.

Miarą talentu poety są słowa, które wracają.
Słowa, których nie sposób zapomnieć.  

Choć pełna podziwu dla jego dorobku artystycznego, zawsze sądziłam, że z jego poezją mi raczej nie po drodze na ścieżkach zrozumienia i lirycznej wrażliwości. Do czasu.
Do czasu, aż zdarzyło mi się usłyszeć ją płaczącą w nocy, choć nie jej płacz go zbudził... Powracające echo tych słów i łez.
 

Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził

                                          Ani jedynej

"Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził.
Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim.
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.

I półprzytomny wstyd, że ona tak się trudzi,
to, co tłumione czyniąc podwójnie tłumionym
przez to, że w nocy płacze. Nie jej płacz go zbudził:

ile więc było wcześniej nocy, gdy nie zwrócił
uwagi – gdy skrzyp drewna, trzepiąca o komin
gałąź, wiatr, dygot szyby związek z prawdą ludzi

negowały staranniej: ich szmer gasł, nim wrzucił
do skrzynki bezsenności rzeczowy anonim:
"Płakała w nocy, chociaż nie jej płacz cię zbudził"?

Na wyciągnięcie ręki – ci dotkliwie drudzy,
niedotykalnie drodzy ze swoim "Śpij, pomiń
snem tę wilgoć poduszki, nocne prawo ludzi".

I nie wyciągnął ręki. Zakłóciłby, zbrudził
toporniejszą tkliwością jej tkliwość: "Zapomnij.
Płakałam w nocy, ale nie mój płacz cię zbudził,
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi."

                          
                                         Stanisław Barańczak